REVIEW – RIVALS – GOLDSOUNDZ

KENSINGTON – RIVALS

Ostatni muzyczny import z Holandii do Polski pod postacią Caro Emerald sprawił, że zamarzyło mi się embargo na import muzyki z kraju tulipanów. Aż tu nagle pojawił się Kensington. Zdecydowanie guilty pleasure, ale czasem trzeba posłuchać i takich rzeczy.

„Rivals” to trzeci album Holendrów z Utrechtu. Przyznaję się bez bicia: dwóch poprzednich nie słyszałem, za to „Rivals” słucham ostatnio bardzo często. Jestem pewien, że nie tylko ja podczas pierwszego kontaktu z zespołem miałem wrażenie, że słucham Kings Of Leon. Mają takie samo brzmienie, nawet barwa głosu wokalisty jest łudząco podobna. Sprawni imitatorzy? Owszem, ale wydaje mi się, że Kings Of Leon tak dobre piosenki nagrali ostatnio za czasów „Only By The Night”. Kensington ma spory talent do pisania zgrabnych melodii. Nierzadko nieco chóralnych, stadionowych wymiataczy („Streets” i „Riddles”). Zespół zgrabnie miesza oklepany indie rock, pop punk i szeroko pojęte gitarowe granie. Najciekawiej robi się, gdy jednak Holendrzy zaczynają kombinować tak, jak w „Little Light”, który przypomina space rockowy okres Cave In. Na plus trzeba też zaliczyć fajne, klarowne i przestrzenne brzmienie albumu.

„Rivals” to całkowicie nieszkodliwa mieszanka dobrze znanych składników. Dla mnie liczą się przede wszystkim melodie, a tu co najmniej połowa płyty to potencjalne single. Podsumowując: zdecydowanie guilty pleasure, którego nad wyraz dobrze się słucha.

Rok wydania: 2014

Ocena: 7/10

Spis utworów:

Streets
All For Nothing
Done With it
System
Riddles
War
Don’t Walk Away
Little Light
Word You Don’t Know
Rivals

http://goldsoundz.pl/kensington-rivals/